Nawet najlepszym zdarzają się czasem niekontrolowane zakupy. Dodatkowa bluzeczka różniąca się wyłącznie kolorem kołnierzyka od pięćdziesięciu innych bluzeczek w domowej szafie czy kolejna gra playstation, której wołanie ,,weź mnie tu i teraz” słyszał nawet personel sąsiedniego sklepu. Bywa jednak, że któreś z małżonków konkretniej zaszaleje i ups, lekką rączką przepuści równowartość otrzymanej pensji. Tutaj uwaga. Tłumaczenie co się tak wściekasz, kobieto, przecież kupuję za swoje, nie chwyci. Dlaczego? Bo zgodnie z art. 31 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. wynagrodzenie każdego z małżonków wchodzi w skład majątku wspólnego. Jak to rozumieć? Wszystko, co zarobisz, z automatu staje się Wasze. Sypiemy więc głowę popiołem i z bólem serca zwracamy zakupione rzeczy. Chyba że przed ślubem spisaliście intercyzę. Wtedy także wracamy do sklepu, ale już wyłącznie po dźwiękoszczelne zatyczki do uszu.
