Każdej rozsądnej kobiecie i każdemu mądremu mężczyźnie zdarza się czasem mieć w życiu takiego pecha, że choć małżeństwo czy nieformalny związek wybucha i kończy się z hukiem, fetor spalonych uczuć unosi się w powietrzu jeszcze przez długi czas. Tłumaczysz drugiej stronie, że od teraz każde z was idzie w innym kierunku, machasz rączką jak Wokulski pannie Izie (,,farewell, miss Iza, farewell”), niczym Stolnik Robakowi kreślisz w powietrzu krzyż na drogę, ale druga połówka pomarańczki za nic nie chce się odczepić. Wysyła ci denne listy, maluje szminką serduszka na drzwiach, bombarduje słabymi SMS-ami, zapycha skrzynkę mailową bełkotliwym spamem. Czyha przy śmietniku, wystaje pod drzwiami lub budzi w środku nocy dźwiękiem domofonu. Wysyła do pracy kosze łakoci lub sprayem kreśli twoje imię na pobliskim murze. Rzuca w ciebie majtkami (daj boże, twoimi) lub zostawia na wycieraczce naręcze oklapniętych bzów. W wersji damskiej dodatkowo śledzi cię na Facebooku, zgłaszając administratorowi do usunięcia profil każdej twojej nowej narzeczonej.

Czytaj wpis