Był ślub, wesele i obrączki. Jest żal, czasem zdrada, oraz złość. Będzie rozwód. Pytanie, jak szybko i czy na pewno go dostaniesz? Czy możesz już, czy może warto by poczekać? Oraz jak poradzić sobie z emocjami? Zaparz meliski. Zadzwoń do przyjaciółki/ wyżal się kochance. Pooddychaj. A potem wróćmy do konkretów.

Kodeks cywilny i opiekuńczy nie pozostawia złudzeń, jeśli chodzi o przesłanki konieczne do orzeczenia rozwodu. Zupełny i trwały rozkład pożycia. Sprawdzamy. Jeśli małżonek wyniósł się (dobrowolnie bądź przy wsparciu drugiej strony) ze wspólnego gniazdka, albo ze względów ekonomicznych dzieli je co prawda z zaślubioną, lecz dorobił się w lodówce osobnej półeczki i ostentacyjnie nastawia pralkę z wyłącznie własnym praniem, ustanie więzi gospodarczej możemy odhaczyć. Jeśli zaś raz w miesiącu zostawia na stole miedziaki na poczet czynszu i odlicza od rachunku za Internet zużyte impulsy, możemy odhaczyć nawet grubą krechą. Następnie na tapetę wchodzi seks. Czy był, a jeśli był, to kiedy. Wstrzemięźliwość popłaca, bowiem im dłuższy okres sypialnianej ciszy, tym łatwiej wykazać ustanie więzi fizycznej. Sąd nie będzie drążył, ale z pewnością o to zapyta. Jeśli więc Wasze relacje z eksem in spe są na tyle dobre, że planujecie  intymne pożegnanie, lepiej zachowajcie ten fakt dla siebie. Po trzecie, więź emocjonalna. Tu może być różnie. Jeśli głos rozumu i serca jeszcze Wam nie rezonują, poćwiczcie przed lustrem zdanie: ,,Nie, nie kocham już męża/żony”. A potem powtórzcie to na rozprawie. Gdy wszystkie trzy więzi (gospodarcza, fizyczna i duchowa) zostały przerwane, pozostaje ustalić, co kryje się pod  pojęciem trwałości rozkładu pożycia. W skrócie to: było, minęło i nigdy nie wróci. Sąd zapyta ładniej o możliwość odbudowania związku i wskrzeszenia więzi. Chyba że przy każdym zdaniu skaczecie sobie do gardeł. Wtedy może nie spytać.

Bywa i tak, że jedna strona nie chce się rozwodzić. Robi oczy kota ze Shreka i wciąż powtarza, że kocha męża lub żonę. To ten moment, gdy Sąd usilnie namawia do mediacji. Mediacja jest metodą najlepszą dla małżonków w stylu ,,chciałby, ale się lęka”. Dla takich, którzy myślą o rozwodzie, ale nie są do końca pewni. Tudzież dla takich, którzy naprawdę nie wiedzą, jak mogliby ułożyć swoje wzajemne stosunki rodzinno-majątkowe po rozstaniu i potrzebują osoby, która pokaże im wszystkie możliwości, bezstronnie sugerując wybór najlepszy dla obu stron. Warto w tym miejscu wspomnieć, że na mediację w trakcie postępowania rozwodowego Sąd skierować może tylko raz, chyba że strony w trakcie pierwszej mediacji uzgodnią między sobą sposób rozwiązania małżeństwa, a kością niezgody stanie się wyłącznie jedna kwestia, np. opieki nad dziećmi. Wówczas dopuszczalne jest powtórzenie mediacji z ograniczeniem jej do materii dotąd nieuzgodnionej.

Jeśli mediacja się powiedzie, być może w ogóle nie dojdzie do rozwodu albo strony ustalą wszystkie jego szczegóły z mediatorem. Wówczas Sąd z radością się pod tym podpisze. Gorzej, gdy mediacja kończy się fiaskiem, a sprawa wraca do punktu wyjścia. Przygotowujemy się zatem na wojnę. Gromadzimy dowody, ustalamy dane adresowe kochanki, drukujemy bilingi i maile, utrwalamy SMS-y. Wielu klientów na tym etapie odpuszcza. Chcą rozwodzić się bez orzekania o winie, mimo że wina współmałżonka aż bije po oczach. Bo długi proces, publiczne wytykanie sobie błędów, a co gorsze, angażowanie licznych świadków. Jest to zrozumiałe, ale niekoniecznie korzystne pod kątem skutków długofalowych. Należy bowiem pamiętać, że kwestia winy ma zasadnicze znaczenie dla możliwości dochodzenia alimentów, nie na rzecz dzieci, lecz siebie. A kto wie, do kogo szerzej uśmiechnie się los po rozwodzie.