Jak pisała Maria Pawlikowska-Jasnorzewska: ślepa jestem. Oślepiona majem. Nic nie wiem prócz, że pachną bzy. I ustami tylko poznaję, żeś ty nie ty… Wszystko fajnie, drogie panie, ale przydałoby się jednak odróżniać ich jeszcze po jakichś znakach szczególnych. Ulubiona drużyna piłkarska, charakterystyczny tik nerwowy, stopień nasilenia podagry, nie wiem, cokolwiek. Wyobraźnia ustawodawcy nie sięga bowiem tak daleko, żeby po drugiej stronie ławy sądowej w jednym procesie posadzić kilku potencjalnych tatusiów naraz, zakręcić kołem fortuny z kodami DNA i wylosować straceńca. Choć same przyznacie, że byłoby ciekawie. Jak zatem wygląda proces i jak się za to zabrać, gdy jesteś dziewczyną? Oraz co zrobić, gdy pani, z którą niekoniecznie obcowałbyś nawet po cysternie wódki, oświadcza ci, że oto ten grubawy malec, przejął twój nos i wszystkie najgorsze cechy?
