Jak ukarać wnusię za ożenek z ateistą? Kto przygarnie kłaczącego kota? Czy można wydziedziczyć żonę za posłanie kochance muffin ze strychniną? Na te i wiele innych codziennych ważnych pytań odpowiada Kodeks cywilny w tytule poświęconym rozrządzeniom na wypadek śmierci. Ale zacznijmy od podstaw.

Kto może sporządzić ważny testament?

Wyłącznie osoba o pełnej zdolności do czynności prawnych. Jeśli więc masz dwanaście lat i rower, który za nic w świecie nie ma przypaść twemu bratu, rozrządzenie przekazania go ciemnobrewej Joli będzie skuteczne co najmniej tak samo jak handel rodzeństwem na podwórkowym rynku małych niewolników. Testament będzie również nieważny, gdy sporządzisz go w stanie wyłączającym świadome albo swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli, pod wpływem groźby lub błędu uzasadniającego przypuszczenie, że gdybyś nie działał pod jego wpływem, nie sporządziłbyś testamentu o tej treści. Jeśli więc widzisz żonę trzymającą twoją kolekcję dronów nad kominkiem, z ręką wskazującą ci kartkę papieru i pióro, pisz śmiało cokolwiek sobie zażyczy, bo i tak świstek ten będzie bez znaczenia. Na twoje szczęście, testament możesz sporządzić wyłącznie osobiście, nigdy zaś przez przedstawiciela. To ważna informacja na wypadek, gdyby numer z dronem niestety nie chwycił.

Jak sporządzić testament?

Koniecznie odręcznie, z podpisem i datą. Dla pewności warto też przejść się do notariusza, u którego twoja ostatnia wola będzie nie tylko właściwie wyrażona, ale i bezpieczna. Chyba że chcesz zapewnić bliskim zabawę w podchody, patrząc z góry jak ścigają się po stypie, kto pierwszy odnajdzie słoik z testamentem w bieliźniarce pełnej bawełnianych reform. W testamencie warto też zaznaczyć udziały, w jakich każdy z powołanych będzie po tobie dziedziczył. Jeśli tego nie zrobisz, każdemu przypadnie równy udział. A przecież doskonale wiesz, że tylko najmłodszy synuś był prawdziwym kwiatuszkiem mamusi i że to on, jako najbardziej skrzywdzony przez los (i synową!) zasłużył na największy kawałek schedowego tortu. Mała uwaga przy okazji. Zastrzeżenie warunku lub terminu uważa się za nieistniejące, chyba że z treści testamentu lub z okoliczności wynika, że bez takiego zastrzeżenia spadkobierca w ogóle nie zostałby powołany – wówczas powołanie spadkobiercy jest nieważne. Nie można więc zbytnio przesadzić i lepiej odpuścić synowej, jeśli warunkiem koniecznym przekazania synkowi całego spadku ma być to, aby wcześniej rozwiódł się z żoną. Może bowiem zdarzyć się tak, że chcąc uczynić go jednocześnie wolnym i bogatym, zasiejesz tylko niepotrzebny ferment, w konsekwencji którego fijołek mamusi zwiędnie, całkowicie odcięty od życiodajnych korzeni maminego spadku.

Zapis i polecenie

Dodatkowymi elementami testamentu mogą być też zapis i polecenie. Przez uczynienie zapisu spadkodawca zobowiązuje spadkobierców testamentowych do spełnienia określonego świadczenia majątkowego na rzecz oznaczonej osoby, przy czym zapisobierca wcale nie musi się na to zgodzić. Wówczas obciążony zapisem zostaje zwolniony z obowiązku jego wykonania. Stąd, twoja w tym głowa, by przekonać ukochaną wnusię babci, że zapisana jej diamentowa kolia trąci myszką na kilometr albo że zapis w postaci fiata multipli to zemsta za regularne chowanie dziadkowi nocnika. Warto też pamiętać o tym, że ustawodawca wskazał wprost, jakie przedmioty można zapisać w ramach tzw. zapisu windykacyjnego, który tym różni się od zwykłego, iż może zostać sporządzony wyłącznie notarialnie, a także tym, że własność rzeczy zapisobierca nabywa z chwilą otwarcia spadku (śmierci spadkodawcy), nie zaś dopiero z chwilą przeniesienia jej na zapisobiercę przez osobę obciążoną zapisem. Jeśli więc wspomniane auto dostałeś w ramach zapisu windykacyjnego, palić gumę multiplą możesz zacząć już za bramami kaplicy, nie czekając aż spadkobierca testamentowy łaskawie wyda ci kluczyki.

Czym innym jest z kolei polecenie, na mocy którego spadkodawca może w testamencie włożyć na spadkobiercę lub na zapisobiercę obowiązek oznaczonego działania lub zaniechania, nie czyniąc nikogo wierzycielem. Zwykle więc, polecenie ma charakter niemajątkowy. Przykładem może być polecenie ciotce z alergią przygarnięcie kota, który przeżył swojego właściciela czy polecenie swojej przyjaciółce, by po śmierci żony zapobiegła szybkiemu ożenkowi wdowca z kobietą, która przypadkiem mogłaby wbić się w sukienki zmarłej. Albo co gorsza, przechadzać się w jej szlafroku.

Kiedy można wydziedziczyć bliskich i co to właściwie oznacza?

Wydziedziczenie oznacza testamentowe pozbawienie małżonka, rodziców i zstępnych (np. dzieci, wnuków) prawa do zachowku. Zwyczajowo bowiem, gdy mamusi zapomni się o tym, że poza jednym wypieszczonym bąbelkiem po drodze powiła jeszcze inne dzieci oraz, ups, nie wspominała o nich słowem w testamencie, pozostali zstępni nie dadzą zasnąć wybrankowi matuli i z pewnością upomną się o zachowek. Istnieje jednak sposób, by jeszcze za życia spadkodawca zablokował im tę możliwość, pozbawiając ich uprawnienia do zachowku, które nie dotyczy jednak zstępnych osób wydziedziczonych. Oznacza to, że wydziedziczenie córki czy syna nie powoduje automatycznego wydziedziczenia ich dzieci. Co więcej, wydziedziczenie nie jest także dowolne – spadkodawca winien wskazać jego przyczynę w treści testamentu, przy czym musi ona wpisywać się w którąś z kategorii przesłanek zakreślonych przez Kodeks. Tak też, spadkobierca wydziedziczany musi wbrew woli spadkodawcy postępować uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego, dopuścić się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci lub uporczywie nie dopełniać względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych. Jeśli jednak spadkodawca przebaczy bliskim to, że za jego emeryturę wspaniale bawili się w Vegas zamiast dostarczyć mu inhalator i leki, wydziedziczenie takie okaże się nieskuteczne.