Każda rozprawa sądowa to dla większości klientów ogromny stres sponsorowany przez Nervosol, Relanium oraz zielnik polski. Brak snu, kołatanie serca, spocone rączki, bladość powłok i trzęsawka nóżek. Warto więc oswoić się z tą sytuacją i zawczasu przyswoić kilka podstawowych zasad.

W co się ubrać do Sądu?

Oh, Lord. W przypadku rozwodów reguła jest prosta – musisz wyglądać lepiej niż na własnym ślubie, coby małżonek wodził za Tobą wzrokiem spaniela w depresji. Albo smakosza cukrów prostych w knajpie dla fanów jarmużu. W przypadku pozostałych spraw, obowiązująca stylówa to smart casual. Nie traćcie czasu na googlanie tej frazy, bo przekieruje Was na bloga Tomasza Jacyków i pojawicie się w Sądzie ubrani w ptasie pióra, bez skarpet i w getrach z krokiem gdzieś w połowie uda. Dżinsy/spodnie garniturowe, marynarka i koszula w przypadku panów sprawdzą się znakomicie. Paniom tych zasad tłumaczyć nie trzeba, aczkolwiek dla przypomnienia podam, że skromna sukienka, żakiecik albo strój jak do teatru załatwią sprawę. Wszak Sąd to też trochę teatr.

Po której stronie usiąść i jak zwracać się do Sądu?

Wchodzimy na salę po tym, jak protokolant wywoła naszą sprawę. Wchodzimy i z miejsca robimy duże oczy, bo nie wiemy, gdzie usiąść. Jeśli jesteś powodem albo wnioskodawcą, klapnij wygodnie po prawicy sędziego. Czyli, odwracasz się w myślach plecami do Sądu, wyciągasz prawą rękę niczym stewardesa Ryanaira podczas prezki tuż przed wylotem, a następnie podążasz w kierunku drewnianej ławy. Jeśli jesteś reprezentowany przez pełnomocnika, zakładasz, że człowiek ten wie, dokąd zmierza i sadowisz się obok niego. Pełnomocnik siada bliżej Sądu. Nie martw się, w razie czego ochroni Cię własnym ciałem. Jeśli jesteś pozwanym, uczestnikiem albo oskarżonym, siadasz tak, by głęboko spojrzeć w oczy swojemu przeciwnikowi procesowemu lub prokuratorowi (a więc podążasz za swoją lewą ręką), by prawą łapką chwycić się togi swojego obrońcy. Miejsce dla publiczności, biegłych i świadków przewidziane jest zaś w osobnych ławach, z tyłu sali i naprzeciwko Sądu, co dla świadków nie ma specjalnego znaczenia, gdyż każdy z nich zeznaje pod nieobecność pozostałych, a więc do czasu złożenia swoich zeznań i tak  zmuszeni są czekać przed salą.

Kiedy zabrać głos i kiedy wstać z miejsca?

Wystrzeliwanie ręką w górę niczym kujonek z pierwszej A i wykrzykiwanie: ja powiem! ja powiem! można wrzucić do jednego worka razem z klaskaniem w samolocie. Nie odzywaj się niepytany. Ale przecież powód kłamie! Klamca! Oszust! Było zupełnie inaczej! Tak, tak, wiem… Krew się w człowieku gotuje, podczas gdy tu trzeba milczeć. Co więc robisz? Wywracasz oczami, pokazujesz gestem, co o tym wszystkim myślisz, komentujesz pod nosem albo bezgłośnie szarpiesz za ramię swojego pełnomocnika. Don’t do that. Just don’t. Po pierwsze, twój bulwers i tupanie nóżką nie pomoże sprawie. Zamiast tego napisz pełnomocnikowi na kartce zdanie, z którym się nie zgadzasz, by mógł na tej podstawie sformułować pytanie do świadka lub strony. Albo w swoim czasie po prostu sam je zadaj. Po drugie, nie mów do pełnomocnika w trakcie trwania przesłuchań. To najważniejszy moment dla sprawy, bo to właśnie wtedy należy uważnie śledzić zadawane pytania, pilnować zgodności protokołu z treścią zeznań, a do tego na bieżąco reagować na to, co dzieje się na sali. Zagadywanie pełnomocnika w tym momencie rozprasza jego uwagę. Spróbuj kiedyś posłuchać wiadomości telewizyjnych przy włączonym radiu. I jak? No właśnie.

Nie denerwuj się, gdy Sąd stwierdza, że podawane przez Ciebie okoliczności nie są dla sprawy istotne i prosi, byś skupił się na konkretach. Postępowanie dowodowe ograniczone jest tzw. tezą dowodową. Brzmi mądrze, ale to w rzeczywistości zdanie, w którym zawiera się to, co powinno zostać dowiedzione. Jeśli Sąd dopuszcza dowód na okoliczność zdrady małżeńskiej, to czy naprawdę ważne jest, że brat męża trzymał pod łóżkiem łom? Sąd to nie basen do wlewania wody. To raczej kort. Krótka piłka. Gem. Set. W punkt.

Gdy Sąd się do Ciebie zwraca, wstajesz z miejsca. Gdy Ty zwracasz się do Sądu, na stojąco odpowiadasz „wysoki Sądzie”. Psze pani/pana zostawiamy za drzwiami. Wstać trzeba również na ogłoszenie wyroku, ale tylko na samą jego sentencję (a więc ten fragment, w którym Sąd mówi, kto wygrał, a kto nie), bo wysłuchanie ustnego uzasadnienia, podobnie jak przy całym postanowieniu (także przy sentencji) następuje wtedy, gdy wszyscy już wygodnie siedzą. Najprawdopodobniej ma to zapobiegać nagłym omdleniom, choć jest to oczywiście wyłącznie moja teoria.

Kto jest kim, czyli kolor żabotu

Wiem, Panowie, że nie odróżniacie amarantowego od lazurowego, ale nie martwcie się, paleta barw z korytarza sądowego ogranicza się podstawowego minimum. Po kolorach ich poznacie. Sędziowie i ławnicy noszą togi obszyte fioletową lamówką i taki też jest kolor ich żabotów. Adwokaci świecą na zielono, radcowie prawni migają na niebiesko, podczas gdy prokurator jest jak wielki czerwony znak ostrzegawczy. Zdarza się, że protokolanci również występują w togach, lecz ich strój jest jednolicie czarny niczym otchłań sprawiedliwości i (ale nuda!) zupełnie bez bajerów.

Skład Sądu

Kim są ci dziwni ludzie w togach? Czy wszystkie osoby zasiadające za sędziowską ławą to sędziowie? Otóż nie. Skład Sądu uzależniony jest od rodzaju sprawy. Zdarza się, że w sprawach najpoważniejszych przestępstw wszystkie osoby zasiadające za stołem to zawodowi sędziowie. Podobnie, gdy sprawa rozpoznawana jest przez Sąd wyższej instancji (a więc taki, który rozważa, w jaki sposób winien zostać potraktowany środek zaskarżenia), nad sprawą tą obradują sędziowie. Jednak w większości spraw toczących się przed Sądem I instancji, a więc tym Sądem, który rozpoznaje sprawę jako pierwszy, osoby siedzące obok sędziego (to ten groźny człowiek w środku z łańcuchem na szyi), to ławnicy, niekiedy zwani pieszczotliwie paprotkami albo wazonami z uwagi na ich ograniczony udział w postępowaniu. Przykładem takiego postępowania jest sprawa o rozwód. Z założenia osoby te mają doradzać sędziemu tak, by wydane rozstrzygnięcie zgodne było nie tylko z przepisami prawa, ale również poczuciem sprawiedliwości społecznej. Uwaga – ławnicy także mają prawo zadawania pytań i choć korzystają z niego stosunkowo rzadko, lepiej ugryźć się w język przed rzuceniem w odpowiedzi jakiejś kąśliwej uwagi o gadających roślinach.

Gdzie zaparkować auto?

Google Maps jak zawsze przychodzi z pomocą. W Poznaniu kwestia parkingów przedstawia się następująco:
Sąd Okręgowy (wydziały karne) przy al. Marcinkowskiego,
 Sąd Rejonowy Poznań-Nowe Miasto i Wilda przy al. Marcinkowskiego oraz Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto przy ul. Młyńskiej – najlepiej jest zaparkować przy ul. Nowowiejskiego, gdzie prawie zawsze można znaleźć wolne miejsce i przewietrzyć się w drodze na rozprawę podczas pięciominutowego spaceru.
Jeśli sprawę rozpoznaje Sąd Okręgowy przy ul. Hejmowskiego, najlepiej jest zaparkować przy ul. Solnej, a gdy nie znajdzie się tam miejsca, na którymś z płatnych parkingów przy tej samej ulicy. Sąd ten nie posiada parkingu podziemnego dla petentów. Zresztą, jak żaden Sąd w Poznaniu.
Gdy Sądem docelowym jest Sąd Rejonowy Poznań-Grunwald i Jeżyce w Poznaniu, samochód można zostawić przy ul. Wawrzyniaka, gdzie mili panowie o wczorajszym wyglądzie z daleka wskazują wolne miejsca. Gdy zaś Sąd wzywa do siedziby przy ul. Kamiennogórskiej, auto parkujemy za Sądem, prawie że na polu, niedaleko lasu. W deszczowe dni należy odziać się w gumiaki, gdyż niejedna panna zgubiła tam swój pantofelek.
Sąd gospodarczy przy ul. Dożynkowej znajduje się właściwie w centrum osiedla mieszkaniowego, zatem bez problemu można udać mieszkańca któregoś z bloków, parkując karocę przy pierwszej lepszej piaskownicy i zabierając stamtąd jakiś szpadel na wypadek, gdyby sprawa przybrała niewłaściwy obrót.